O tezie końca historii Francisa Fukuyamy rozpisywano się
ostatnimi czasy namiętnie, w innej niż dotychczas formule. Wjazd terrorystów na
Krym i zagarnięcie półwyspu przez Putina uruchomiło w geopolitycznych mózgach
XXI wieku czerwoną lampkę. Choć mamy NATO, a nawet w nim jesteśmy nie możemy
być niczego pewni. Także tego jaki scenariusz napisze nam dziejąca się na
naszych oczach historia.
Historia skończona,
krew leje się dalej
Fukuyama ogłosił w 1989 roku, że historia świata się
skończyła. Upadek Związku Radzieckiego oznaczał upadek komunizmu, co oznaczało
koniec dwubiegunowego świata z przywódcami szarpiącymi się nad guzikami
atomowymi. Do lamusa odeszły wojny szpiegów, wyścig zbrojeń i zimna retoryka. Zwycięstwo demokracji i gospodarki liberalnej
miały przynieść ludzkości wieczny pokój i dobrobyt.
4/17/2014
