Ameryki nie odkryję stwierdzeniem, że decyzja o odwołaniu
ministra Gowina była od co najmniej kilku miesięcy kwestią czasu. Niepokorny, zjednywający
sobie elektorat konserwatywny jak i niezadowolonych wyborców PiS-u Jarosław
Gowin już przed ministerską nominacją w 2011 roku, prezentował twarde poglądy
i silną osobowość, z którą premier musiał się liczyć.
Czy jego siła w partii i rządzie była zbyt wielka, zagrażająca jej spójności i
względnej jedności? Prawda jest taka, że każda decyzja premiera,
zarówno pozostawiająca Gowina w randze
ministra, jak i odwołująca go, byłaby dla Tuska i całej koalicji rządzącej
sprawą kłopotliwą, niewygodną. Nie bez znaczenia jest czas, w którym
nastąpiło odwołanie Gowina. Sytuacja ma miejsce w przeddzień majówki, tak aby nastawieni
urlopowo, oderwani w większym lub mniejszym stopniu od poważnej polityki, czytelnicy, wyborcy,
forumowicze, mieli jak najmniej chęci do dyskusji i nagłaśniania sprawy.
4/30/2013