Alkohol na miasteczku studenckim



   Temat ten od zawsze wywoływał wśród żaków długą dyskusję. Zezwolić na jedno piwko przy ławce w parku akademickim, czy nie robić żadnych odstępstw od reguły niespożywania alkoholu w miejscach publicznych?

Pogoda zafundowała nam amplitudowy szok, wraz z nią diametralnie zmieniła się sytuacja studentów na miasteczku akademickim UMCS-u. W niespełna dziesięć dni zniknął śniegi i zimowa szaruga, które zastąpiły słońce i niemal 30 stopni na termometrze. Korzystając z błogosławieństwa niebios, dzięki którym najdłuższa zima od lat się skończyła, studenci przekierowali swoje akademickie życie na pobliski teren, na  świeże powietrze. Na koce, grille, parkowe ławki, spacery… W końcu odreagować można długą zimę, zdaną sesję, innymi słowy- można odpocząć poza akademikiem.

   Przy takim stanie rzeczy, czymś zupełnie naturalnym wydaje się możliwość spożywania alkoholu na terenie miasteczka. Tak dzieje się w innych miastach Polski, m.in. Rzeszowie, Krakowie. W Lublinie żacy poczuli tą wolność przez krótką chwilę- niedawno rektor UMCS-u podpisał z policją lubelską nowe porozumienie, które pozwalało na wypicie przysłowiowego piwa na terenie kampusu. Patrole policji uległy zmniejszeniu, interweniować mogły tylko przy specjalnym zezwoleniu.
  Na nieszczęście studentów, zmieniły się władze w policji. Te ostatnie z kolei anulowały porozumienie podpisane z uczelnią, co oznacza powrót do starych zasad. Pierwsze wyłapywania rozpoczęły się jeszcze wczoraj… Dopóki nie cofnięto zakazu, tereny miasteczka przeżywały istne oblężenie. Wracając pewnego wieczora do akademika, widziałem co najmniej kilkuset ludzi rozbitych na grupki. Każda dysponowała swoim „zapleczem”, pod osłoną nocy pojawiały się także „mocniejsze” trunki. Opróżnione zaplecze zamieniało się w setki/tysiące porozrzucanych szkieł i puszek.
   Różni studenci, różne kultury picia. Jedni widzieli w „piwku” zwyczajny dodatek do grilla, dyskusji na kocu, inni w zezwoleniu widzieli możliwość głośnych imprez, melanży do późnych godzin, nawet agresji. Zakaz spożywania alkoholu dotknie wszystkich teoretycznie tak samo. Przeciwdziałanie jest rzeczą lepszą niż niwelowanie strat, z drugiej strony mamy studentów, którym „sodówa” po piwie, czy nawet jednym głębokim nie uderzy. Oni będą bardziej pokrzywdzeni.
   Prawda jest taka, że studenci i tak będą spożywać alkohol na miasteczku. Nie będą czekać do juwenalii, w konspiracyjnej „kieszeni”, zasłoniętej kurtce, i z oczami dookoła głowy, będą spożywać to co tylko zechcą. Pamiętajmy, że owoc zakazany jest zawsze najbardziej pożądany.

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

święta racja...bardziej ucierpią Ci normalni ,zrównoważeni,idioci będą pili wszędzie i popisywali się -solową

Anonimowy pisze...

a normalni niepijący nie ucierpią wieczorem czy w nocy przechodząc między akademikami? Jedno czy dwa piwa ok, jesteśmy przecież ludźmi, ale im dłużej patrzę co się dzieje to zaczynam mieć wątpliwości, czy wszyscy zachowują się jak ludzie. Studenci to chyba przyszłość narodu? Z takimi studentami szybko się w Polsce sytuacja nie zmieni.
Zjeżdzajcie mojego posta jak chcecie, ale gdyby studenci zachowywali się jak ludzie to nikt by ich nie ganiał za piwko, albo nie odwoływał korowodu na juwenaliach. Chyba trzeba sobą coś reprezentować mając wyższe wykształcenie

Bartłomiej Chudy pisze...

Stąd też jest do kwestia bardzo sporna i decyzja o zabronieniu/pozwoleniu na spożywanie alkoholu zawsze w kogoś uderzy... Zasady powinny być jasne, a ponowne zabranianie działa na wielu studentów jak płachta na byka.

Prześlij komentarz

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | cheap international calls